Pokazywanie postów oznaczonych etykietą branding. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą branding. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 listopada 2012

Dikembe Mutombo's 4 1/2 Weeks to Save the World Vs. Barkley Shut Up and Jam: Gaiden


Dikembe Mutombo's 4 1/2 Weeks to Save the World by Old Spice

To było tak oczywiste, że stało się przestarzałym newsem jeszcze przed swoją premierą. Old Spice wypuścił 8/16-bitowy homage dla starych gier z Systemu Rozrywki Nintento (NES), w którym Dikembe Mutombo z pomocą random turkeya i Science the Bear'a wydłuża czas do przepowiedzianego przez Majan końca świata (prawie tak dobre jak Media Markt, nie?). Żeby nie było tak daremnie, na razie możemy grać tylko na 2 poziomach i z każdym kolejnym tygodniem dochodzi nowy, a na pierwszym poziomie latamy na jet-packu z Old-Spice ("Thank goodness. This superior deodorant product is also a jet-pack.") etc. Nie wiem kto jest odpowiedzialny za strategię odradzania nieco zapomnianej kiedyś marki P&G, ale jestem mu bardzo wdzięczny, że przepchnął big idea, które jest tak elastyczne i sprzyjające niepopartym badaniami fokusowymi pomysłom. Z wielu wielu powodów.

Old Spice przypomniało mi jednak o innej NES-ówce, w którą każdy człowiek powinien kiedyś zagrać. Dość powiedzieć, że bez niej nie byłoby nigdy gry z Dikembe w roli tytułowej.

Warning: This Game is Canon. Obraz z gry Barkley Shut Up and Jam: Gaiden.

Barkley Shut Up and Jam: Gaiden, czyli najlepsza amatorska gra roku 2007 to rozbudowana mieszanka Final Fantasy, Fallouta i NBA Live z elementami dating simulatora, poem simulatora i zręcznościowymi wyzwaniami na których wzorowali się twórcy Heavy Rain. Nie wiem jak szeroka jest nisza lubująca się w oldschoolu, NBA i RPG, ale nawet do niej nie należąc, trudno nie dać się porwać makabrycznie internetowemu poczuciu humoru w najlepszym wydaniu i niemal perfekcyjnej realizacji wszystkich nauk Josepha Campbella. Nie zdradzę za dużo fabuły (jest złożoną, mistrzowską, wielofasadową kompozycją), jeśli powiem, że na swojej drodze spotykamy Kazaama, Vinceborga 2050, walczymy z Ghost Dad'em i Jordanem czy ratujemy Dikembe Mutombo, przedłużając nadzieje na rok 2013. Gra jest darmowa i warta świeczki. If you can't slam with the best, then jam with the rest.


ujęcie z gry Barkley Shut Up and Jam Gaiden autorstwa Tales of Game's

ujęcie z gry Barkley Shut Up and Jam Gaiden autorstwa Tales of Game's

ujęcie z gry Barkley Shut Up and Jam Gaiden autorstwa Tales of Game's

ujęcie z gry Barkley Shut Up and Jam Gaiden autorstwa Tales of Game's

ujęcie z gry Barkley Shut Up and Jam Gaiden autorstwa Tales of Game's

P.S. Na Kickstarterze sfinansowana została już druga część gry, jednak budzi u mnie zbyt wiele obaw fabularnych, żeby polecać ją przed ukończeniem.

kz

czwartek, 22 listopada 2012

Market Watch: Kobiety. I nie tylko.

Z cyklu "market watch" porozmawiamy dziś podrywaniu dziewczyn. Cykl jest o tyle enigmatyczny, że nie mam pojęcia jak będzie wyglądał. Po stosownym zapytaniu do Krzysztofa Rutkowskiego, otrzymałem jedynie lakoniczne "no clue". Podekscytowany znajomością gangsterskiego slangu przez największy łeb czołową postać światka detektywistycznego, poszedłem za ciosem. Niestety, dwa tygodnie spędzone na przeprowadzaniu, w specjalistycznych warunkach, 336 rozgrywek Cluedo nie przyniosły spodziewanego rezultatu (asomia i zwiększona bojaźliwość nie były spodziewane). Nie pozostało mi nic innego jak zrobić sobie powtórkę z nauk starożytnych sofistów i pogodzić się z ułomnością własnego umysłu.

Pragmatyzm jednak przypomina: "nie o tym, nie o tym". O niewiast uwodzeniu miało dziś być, prawda. Oczywiście można kobiety zanudzać wynurzeniami o greckich filozofach. Można, ale po co? By je spławić! Jest to dość brawurowa taktyka wymagająca dość długiej czasowej perspektywy operacyjnej. Metoda ta pochwalić się może znakomitymi referencjami. Woody Allen w wieku 13 lat zastosował ten zabieg na trzy lata starszej nieznajomej w bibliotece, 30 lat później ta sama kobieta powiedziała o nim "uwielbiam go". Sean Connery w dość spektakularnych warunkach stosował wspomnianą metodę w 1947 roku na pięknej Eleonorze, już w 1991 roku owa Eleonore wypowiedziała magiczne słowa "jest idealny" bezpruderyjnie rozbierając go wzrokiem. Niestety, szczegółowe case study nie wskazują bezpośredniej korelacji między metodologią a rezultatem działań, ale jak wszyscy wiemy badania naukowe są do tyłka.Zakładając jednak, że sprawa jest bardziej pilna. Jak wtedy działać? Przyznam szczerze, nie mam zielonego pojęcia. Znam jednak kogoś, kto ma wszelkie metody w małym palcu.


Nic dziwnego, że formacja, która nazywa się Letni Chamski Podryw do promocji własnego krążka zatrudniła eksperta z najwyższej półki (nie będę wklejał zdjęcia tej półki, mam nadzieję, że jesteście w stanie sobie ją wyobrazić). Gdy zobaczyłem majstersztyk, jaki stworzył wspomniany wcześniej Krzysztof upadłem na kolona i powiedziałem w amoku "jeśli chcę o tym napisać na blogu, muszę dorównać mu humorem". Po chwili jednak dodałem "jeśli chcę dorównać mu humorem, muszę iść na jakieś warsztaty w tym zakresie". Po dwóch miesiącach ciężkiej harówy, oglądania kwejka 5 godzin dziennie, odtwarzania kultowego programu "Śmiechu warte" nawet w trakcie snu, słuchania dowcipów barowych i ćwieczenia stand-upów przed żulami z osiedla, jestem gotowy.


Jeśli ktoś siedzi w temacie, proponuję wrzucić do goofs visible crew. Oczywiście bohater tego filmiku nie omieszkał podprogowo przekazać swoim fankom "jak marzy o zwierzątku, nie ważne kotku czy piesku, i  w  związku z tym warto się z nim przespać"(klasa sama w sobie). W stu procentach genialna i trafna obsada. Nie jestem w stanie wyjść z podziwu. Przyznajcie sami, czy można zatrudnić do recenzji płyty Letniego Chamskiego Podrywu lepszą personę niż Krzysztof Ibisz? Można. Bo może nie każdy uwierzy, ale letni podryw, a tym bardziej chamski to relecje niekoniecznie damsko-męskie.


Poseł Biedroń nie wykazał się takim scenicznym obyciem jak showman Ibisz i  z trudem powstrzymywał się od śmiechu. Z drugiej strony jednak jest to charakterystyczne dla większości wypowiedzi posła Biedronia. Zespół zaprosił do współpracy też inne tuzy showbiznesu, w osobach K.A.S.Y Kasowskiego lub Mariolę Kiepską (ten pierwszy wspomina, iż płyta jest gorsza niż jego twórczość). 

Dlaczego o tym piszę? Zakładając, że uniwersalna prawda istnieje (cichutko sofiści, cichutko), mamy do czynienia z ewenementem na skalę światową. Mamy świadectwo udowadniające, iż można stworzyć cykl reklam przekazujący najczystszą prawdę. Muzycznie Letni Chamski Podryw niewiele zmienił się od czasu, gdy na Kazaa'ie ich kawałki widniały pod szyldem "Kaliber 44" (pure marketing, dude). Ich jedynym, domniemanym atutem jest humor. Nie mi jednak jego poziom oceniać.


bk

wtorek, 4 września 2012

Więcej niż złoto

Ach, więcej niż złoto - oto tytuł 1. notki człowieka nr 2 na blogu nr 4 polskiego internetu za 33 lata, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem. Big things have small beginnings, powiedział kiedyś Riddley Scott i w tym duchu będzie ten wpis.


highlander, immortality through communication
BK i KZ założyli tego bloga, kierując się pielęgnowanym przez lata przeczuciem jakiejś grubej paraleli intersynaptycznej, które kompletnie rozbiją w zasadzie w pierwszy miesiąc pisania, co dobrze chyba oddaje możliwości jakie każdemu może dać taki ruch. Przyjmując, że KZ potrafi nazywać rzeczy po imieniu i wie kim jest, takich przelotnych paralel kiedy nieśmiertelność wydaje się być na wyciągnięcie ręki nawiązać powinien jednak całkiem sporo. Dlatego, będąc KZ (cześć), mam nadzieję, że z czasem kiedy nie będę traktować już tego bloga jako nauki pisania, porządnie sobie porozmawiamy. Koniec końców każdy z nas ma w głowie zupełnie inne rzeczy i superancko (1) byłoby się nimi powymieniać, szczególnie, że z każdym rokiem, niczym każda zakochana para, robimy to coraz rzadziej. I o to m.in. chodziło najgorszemu człowiekowi w dziejach ludzkości w "Warto rozmawiać".

Tutaj zasadnicza dla mojego podejścia do bloga debata - czy powinienem pisać tak żeby podobało się ludziom czy mi? - oczywiście, że mi - a co jeśli, to co podoba się tobie nie podoba się ludziom? - będziesz radosnym nieistniejącym człowiekiem - a co jeśli się podoba? - będziesz radosnym istniejącym człowiekiem - stupid deep, the best of all stupids, thank you, myself, case closed.
"The trick is to know when you're the latter, so you can become the former."
Dobrze, Andrzej już jest, więc możemy zaczynać. Zacznijmy od dygresji.

wrocławsi dom handlowy Feniks
Czy wy też myślicie, że podpalenie wrocławskiego domu handlowego Feniks i postawienie go na nowo byłoby bardzo spójne (one day a real rain will come and wash this foul word off the vocabulary)? Gdyby się jeszcze udało zahaczyć pobliskiego McDonalds'a, Feniks miałby zagwarantowane miejsce w każdym następnym wydaniu Sprawiedliwości marek (wolę KFC). O naszym widzeniu brandingu będziemy tu za jakiś czas mówić częściej niż o czymkolwiek innym, póki co musimy się go jeszcze trochę pouczyć w polskich agencjach oferujących zombie pr (one day...). W międzyczasie, żeby zachować resztki duszy popiszemy tutaj o innych ślicznotkach, o których zawsze chcieliśmy coś powiedzieć, ale nie było okazji. Wyszalejemy się stylistycznie niczym Kobe, poczekamy, aż dołączy do nas jakiś Hiszpan i ruszymy na Boston. 


Pierwsza notka będzie w duchu olimpijskim, ponieważ przed tym blogiem była olimpiada i było tam dużo niczego sobie historii. Wydarzyła się 9 sierpnia, kiedy akurat zniechęcony polskimi występami w Londynie kosiłeś trawę ze Space March w słuchawkach i zastanawiałeś co tak naprawdę znaczy powiedzieć, że coś jest ze wszech miar dobre*. Amerykańska sztafeta 4x400m awansowała z najlepszym czasem eliminacji do finału. Najgorszy czas z czwórki biegaczy, 46,1 sekundy, uzyskał startujący na chwałę Boga (a jak) Manteo Mitchell, za co mocno oberwał od amerykańskich komentatorów z najszybszą kaczką w historii, Michaelem Johnsonem na czele. Nie zdawali sobie sprawy, że byli świadkami prawdopodobnie najbardziej olimpijskiego wyczynu w Londynie. 
“As soon as I took the first step past the 200-meter mark, I felt it break. I heard it. I even put out a little war cry, but the crowd was so loud you couldn’t hear it. I wanted to just lie down. It felt like somebody literally just snapped my leg in half."
W połowie biegu Manteo złamał kość strzałkową lewej nogi, złapał kontuzję, która eliminuje najsprawniejszych atletów na długie tygodnie. Nasz bohater nie tylko się nie zatrzymał, ale biegł dalej tym samym tempem, raz po raz dociskając złamaną nogę do bieżni. W finale w wyjątkowo osłabionym składzie Ameryka zdobyła srebro. Mitchell oczywiście wszedł na podium z całą drużyną, stając się źródłem inspiracji dla rzeszy wypalonych pracą w boksach Amerykanów i starającego pracować się poza boksem mnie.

Luke Wilson i Bill Murray w Royal Tenenbaums Wesa Andersona


rzeźba na pustyni w trakcie festivalu Burning Man w Nevadzie



Dobrze wiem co zrobiłbym na jego miejscu, ale najciekawsze dla mnie jest co musiałbym zrobić ze sobą, żeby w takiej nagłej sytuacji, zrobić to co on. W końcu nie raz zdarzało się biec na spotkanie z najważniejszą dziewczyną mojego życia (tego dnia) z nadzieją, że zdążę jeszcze umyć zęby w tramwaju, żeby już w pierwszych 3 krokach skręcać wszystkie kostki i rezygnować, czy starać się zapakować piłkę z góry, ale już w połowie lotu spadać na ziemię. Było już kilka dobrych artykułów o granicach ludzkich możliwości, czy innych niestrudzonych wyczynowcach (choćby Tyler Hamilton, który zgubił kilka zębów, zaciskając je z bólu w trakcie wygranego ze złamanym obojczykiem etapu Tour de France, czy grający najwięcej minut na mecz z dziesięcioma kontuzjami Allen Iverson kontra pozostała 9-ka graczy na parkiecie), ale to biegacz ze złamaną nogą już na zawsze zajmie miejsce na Olimpie mojej świadomości, gdzieś pomiędzy Michaelem Dudikoffem i Jerzym Podbrożnym. Jego koledzy zdobyli srebro (jak się nazywali?), Usain Bolt zdobył 3 złota, on zdobył jednak coś więcej.



* w świecie jest nieskończenie wiele rzeczy i nieskończenie wiele miar, którymi można je oceniać. Miary te są wykorzystywane przez skończenie wielu ludzi na nieskończenie wiele sposobów. Prowadzi to do nieskończenie wielu interpretacji nieskończenie wielu rzeczy, które układają się w zestawy pomiarów rzeczywistości. W ocenie osoby świadomie używającej sformułowania "ze wszech miar dobre", opisywana rzecz jest nie mniej, nie więcej, w każdym z tych nieskończenie wielu pomiarów dobra, a więc właściwie jest ona dobra, niezależnie od obserwacji. Jak sobie wszystko pomnożymy to wyjdzie nam coś więcej niż nieskończoność, dajmy na to absolut.

Przykład: Słowa ze wszech miar zawodzą, żeby oddać historię gościa co złamał nogę ale dalej bardzo długo i bardzo szybko biegł.

O ile więcej człowiek widzi, kiedy wie co mówi.


A o ile więcej człowiek widzi, kiedy wie co czyta. Postaram się z każdą kolejną notką zostawiać trochę więcej wskazówek. Jeśli przebrnąłeś do końca jesteś dla tych oczu (props) niemniejszym bohaterem niż Manteo. Próbowałem cię złamać, ale biegłeś dalej długo i szybko. Jesteś Swagnation. Zawsze byłeś. Gratulacje.

kz